Na skrzydłach wiosny
Za nami wspaniały, ciepły weekend. W ciągu zaledwie kilku dni mogliśmy poczuć zapach budzącej się do życia przyrody. To jeszcze przedwiośnie – czas, gdy powietrze wciąż pachnie zimą, ale gdzieś w tle zaczyna już tlić się zapowiedź cieplejszych tygodni. Słońce świeci nieco dłużej, wśród drzew słychać pierwsze dobrze nam znane ptasie głosy, a nad leśnymi ścieżkami pojawia się drobny, jasny błysk. Przez chwilę można pomyśleć, że to żółty liść porwany przez wiatr. Po tak długiej zimowej przerwie człowiek niemal nie dowierza, że może to już być pierwszy motyl. A jednak – to Latolistek cytrynek.
Ten niepozorny mieszkaniec ogrodów, parków i leśnych polan należy do najbardziej niezwykłych motyli naszej części Europy. Jest też jednym z pierwszych, które można zobaczyć po zimie. Niekiedy pojawia się tak wcześnie, że w cieniu wciąż zalegają płaty śniegu. Nie ma w tym nic dziwnego – cytrynek zimuje w stadium imago, czyli jako dorosły motyl. Nieraz spędza ten czas przykryty kryształkami lodu i płatkami śniegu, niczym w naturalnej komorze hibernacyjnej.
Osobiście uwielbiam to wrażenie pierwszego spotkania z motylem po długiej zimowej przerwie. Jakby oczy i myśli nie chciały jeszcze przyjąć do wiadomości, że nadchodzi wiosna. Tak właśnie czułem się podczas spaceru w miniony weekend, gdy przechadzałem się leśnymi ścieżkami, a z zarośli raz po raz wylatywał motyl żółty jak cytryna.
Motyl, który udaje liść
Gdy przyjrzymy mu się bliżej, łatwo zrozumieć, skąd wzięła się jego nazwa. Skrzydła cytrynka mają charakterystyczny, lekko zaostrzony kształt i delikatne żyłkowanie przypominające nerwy liścia. Kiedy motyl siedzi nieruchomo złożony na gałązce, wygląda niemal dokładnie jak suchy listek.
To jedna z dość częstych strategii obronnych w świecie owadów – sposób na uniknięcie drapieżników. Zjawisko to nazywamy mimikrą. Polega ono na tym, że organizm upodabnia się wyglądem, barwą lub zachowaniem do innego organizmu albo elementu środowiska, aby zwiększyć swoje szanse na przetrwanie.
Wśród motyli udawanie liści jest zjawiskiem stosunkowo częstym. Prawdziwymi mistrzami kamuflażu w tej kategorii są jednak azjatyckie gatunki z rodzaju Kallima. Motyle te przypominają zeschnięty liść niemal do złudzenia. Co więcej, potrafią nawet kołysać się i przewracać na boki, jakby były liściem poruszanym przez wiatr.
Kamuflaż tych motyli jest niezwykle dopracowany. Ich skrzydła mają nie tylko kształt liścia – rysunek żyłek przypomina prawdziwe nerwy liściowe, a drobne plamki wyglądają jak ślady pleśni czy naturalnych uszkodzeń. Nawet niewielki „ogonek” na skrzydle przypomina ogonek liściowy. Co ciekawe, motyle te siadają zwykle w taki sposób, aby ten „ogonek” skierowany był w dół, dokładnie tak jak u prawdziwego liścia wiszącego na gałęzi.
Choć kamuflaż cytrynka nie jest aż tak doskonały jak u motyli z rodzaju Kallima, wciąż okazuje się bardzo skuteczny. Pomaga mu przetrwać zimę, gdy nieruchomo spoczywa wśród suchych liści i zarośli, niemal znikając z oczu potencjalnych drapieżników.
Samce naszych latolistków są intensywnie żółte – jak promień słońca odbity w skrzydłach. Samice mają kolor znacznie spokojniejszy, zielonkawo-biały. Dzięki temu jeszcze łatwiej znikają wśród roślinności. A z dalszej odległości łatwo je pomylić z bielinkami, które jednak o tej porze jeszcze pozostają w swych poczwarkach.
Niezwykła sztuka zimowania
Nie każdy motyl spędza zimę w formie dorosłego osobnika. Większość naszych skrzydlatych przyjaciół kładzie się do snu w postaci poczwarki – bezpiecznej, twardej skorupy, w której czas i mróz nie mają władzy. Tak zimują np. pazie – królowej i żeglarz. Inne gatunki, jak przeplatka mauturna, czekają w postaci gąsienic, chronionych miękkim oprzędem, gotowe obudzić się na wiosnę i rozpocząć życie od nowa.
Wśród motyli, które przeżywają zimę jako dorosłe osobniki, możemy wyróżnić poza cytrynkiem między innymi rusałki żałobniki i pawiki. Spędzają zimę w szczelinach kory, w zakamarkach starych budynków gospodarczych, piwnicach czy w cienistych zaroślach. I choć leżą nieruchomo miesiącami, ich organizmy pozostają w gotowości – jak zegary, które wyczekują pierwszych promieni słońca. Dzięki temu, że nie potrzebują żadnych przemian rozwojowych ani dorastania – jak w przypadku gąsienic – po pierwszych cieplejszych dniach mogą natychmiast uruchomić metabolizm i wzbić się w powietrze, aby ogrzać skrzydła promieniami słońca. Dlatego w ostatnich dniach, gdy słońce zaczyna ogrzewać ziemię, skrzydła motyli drżą i powoli nabierają życia.
Nie dziwi więc fakt, że wielu z Was oprócz cytrynka mogło już zauważyć jedną z największych naszych rusałek – żałobnika, przemykającego po leśnych duktach. To moment, który zawsze budzi we mnie zachwyt. Jego głęboka, połyskująca barwa burgundu i brązów wydaje się żałobną szatą, a jednak w moich oczach jest zwiastunem wiosny. Po zimie kolory są delikatnie wyblakłe, obwódka skrzydeł staje się jasna, słomkowa, niemal biała. Dopiero letnie pokolenie wybarwia się intensywnie, by zabłysnąć żółtym obrzeżem i intensywnie niebieskimi plamkami rozsianymi na brzegach skrzydeł jak wysepki.
Wracając jednak do głównego bohatera tej opowieści. Latolistek cytrynek, wybiera na zimę swoje własne kryjówki: gęste krzewy, splątany bluszcz, sterty suchych liści czy cieniste żywopłoty. Tam zapada w stan przypominający hibernację, a jego organizm staje się niewidzialny dla mrozu.
Jak to możliwe? W płynach ustrojowych motyla znajdują się naturalne antyzamarzacze (wielocukry i alkohole cukrowe): gliceryna, sorbitol i trehaloza. Te związki obniżają punkt krzepnięcia hemolimfy (krwi owadów), stabilizują błony komórkowe i białka w warunkach niskich temperatur oraz zapobiegają tworzeniu się kryształków lodu wewnątrz komórek, które mogłyby je uszkodzić.W praktyce oznacza to, że cytrynek może przetrwać temperatury spadające nawet do około –20°C, pozostając w stanie metabolicznego odrętwienia. Dodatkowo motyl jesienią częściowo odwadnia swoje ciało, zmniejszając ryzyko uszkodzeń przez zamarzanie.
W stanie zimowego spoczynku, zwanym diapauzą, metabolizm cytrynka zwalnia niemal do zera, utrzymując jedynie minimalną aktywność niezbędną do przetrwania. Połączenie diapauzy i obecności naturalnych antyzamarzaczy pozwala motylom przetrwać długie miesiące zimy, gdy świat wokół pokryty jest śniegiem, mały cytrynek czeka cierpliwie na pierwsze ciepłe dni, by wzbić się ku słońcu.
Wspomniane przemiany posiadają również swoje znaczenie ewolucyjne.Mechanizmy te powstały w wyniku długotrwałej selekcji naturalnej. Osobniki z wyższą zawartością cukrów ochronnych i lepszą kontrolą odwodnienia przeżywały mroźne zimy częściej niż ich mniej przystosowane odpowiedniki. W efekcie Latolistek cytrynek stał się jednym z najbardziej odpornych na mróz motyli dziennych w Europie.
Pierwszy motyl roku
Gdy tylko pojawia się kilka naprawdę słonecznych dni, cytrynek powoli budzi się z zimowego odrętwienia. Niekiedy dzieje się to już pod koniec lutego, częściej jednak w marcu. Dla wielu miłośników przyrody jego pojawienie się jest jednym z pierwszych znaków nadchodzącej wiosny. Podczas weekendowego spaceru naliczyłem kilkanaście osobników – większość samców, ale trafiła się też samiczka.
Po przebudzeniu cytrynki muszą szybko uzupełnić zapasy energii. Wyruszają więc na poszukiwanie pierwszych kwiatów z tzw. aspektu wiosennego, czyli wczesnowiosennych geofitów, takich jak przylaszczki czy zawilce. Podczas mojego spaceru nie udało mi się jeszcze wypatrzeć tych wspaniałych kwiatów, ale jestem pewien, że motyle je odnajdą. Wczesnowiosenne rośliny są dla nich jak pierwsze śniadanie po długim, zimowym śnie.
Większość motyli żyje stosunkowo krótko – zaledwie kilka tygodni. Latolistek cytrynek i inne gatunki zimujące w postaci dorosłej należą jednak do wyjątków. Wliczając okres diapauzy dożywają średnio dziesięciu miesięcy, a czasami nawet pełnego roku. Oznacza to, że motyl, którego widzimy w marcu nad leśną ścieżką, wykluł się jeszcze poprzedniego lata. Przeżył jesień, przetrwał zimę i teraz znów rozpościera skrzydła. W ten sposób starsze osobniki mają szansę spotkać nawet swoje dzieci, co wśród motyli jest prawdziwym ewenementem. Warto wspomnieć, że średnia długość życia większości gatunków to zaledwie dwa-trzy tygodnie.
Miłość w ultrafiolecie
Po przebudzeniu rozpoczyna się czas poszukiwania partnera. I tu kryje się fascynująca tajemnica: światło ultrafioletowe, które samce wykorzystują w zalotach. Specjalne łuski na skrzydłach samców odbijają UV – niewidoczne dla ludzkiego oka, ale doskonale widoczne dla samic. Dzięki temu samce mogą „sygnalizować” swoją obecność i atrakcyjność, pozostając przy tym mniej zauważalne dla ptaków, które nie widzą ultrafioletu w ten sam sposób.
Łuski znajdują się głównie na górnej stronie skrzydeł i tworzą charakterystyczny „UV-wzór”, który samice odczytują podczas zalotów. To oznacza, że cytrynek używa dwuwarstwowej komunikacji wizualnej: dla nas jest po prostu żółtym motylem, ale dla partnerów w ultrafiolecie świeci niczym neonowy sygnał gotowości do rozrodu. Ten mechanizm pokazuje, jak skomplikowane mogą być strategie rozmnażania motyli, łącząc kamuflaż (skrzydła przypominające liść) z niewidzialnym dla drapieżników sygnałem dla partnerów.
Czasami można znaleźć informację, iż cytrynki rzeczywiście pachną cytryną. W rodzinie bielinkowatych faktycznie są gatunki, u których samce posiadają specjalne łuski zapachowe! To kolejny mechanizm pomagający znaleźć partnera. Panowie starają się zbliżyć jak najbliżej do czułek samicy, by roztoczyć woń swoich wspaniałych perfum. Takim gatunkiem jest chociażby bielinek bytomkowiec, a jego zapach przypomina faktycznie zapach żółtych cytrusów. W ten sposób osadnik egeria pachnie ponoć czekoladą, a przestrojnik jurtina starymy skarpetami.
Wracając do cytrynków, po połączeniu w pary samice składają jaja na liściach krzewów takich jak kruszyna czy szakłak. Z jaj wylęgają się gąsienice, które przez kilka tygodni intensywnie żerują, by wczesnym latem przeobrazić się w poczwarki. Nowe pokolenie motyli pojawia się zwykle na początku lata – to właśnie one przetrwają nadchodzącą zimę i w kolejnym roku powrócą jako jedne z pierwszych zwiastunów wiosny.
Spacerując po lesie, łatwo przeoczyć wiele drobnych sygnałów budzącej się przyrody. Ale cytrynek jest jak żywy promień słońca – trudno go nie zauważyć. Jego lekki, falujący lot przypomina mały żółty listek niesiony wiatrem. I w pewnym sensie rzeczywiście nim jest – listkiem z poprzedniego roku, który przetrwał zimę, by oznajmić, że przyroda znów zaczyna oddychać pełną piersią.
A Wy już widzieliście pierwsze cytrynki tej wiosny? Z pewnością latają już w wielu parkach krajobrazowych – Promno, Zielonka, a może Rogaliński? Który jest Waszym ulubionym parkiem entomologicznego aspektu wiosennego?
Rafał Śniegocki
W tym roku staramy się zwrócić Waszą uwagę również na przyrodę na świecie. Warto zatem przytoczyć kilka informacji o pochodzeniu cytrynków. Cytrynki (Gonepteryx) to głównie gatunki palearktyczne (Europa, Azja umiarkowana, północna Afryka), należące systematycznie do rodziny bielinkowatych (Pieridae), liczącej blisko 1100 gatunków. Bielinkowate wyróżniają się m.in. tym, że w łuskach ich skrzydeł występują kryształki związków purynowych, które odpowiadają za jasne, białe lub żółte zabarwienie, typowe dla bielinków czy cytrynków. Kryształki puryn (np. kwasu moczowego lub guaniny) zamiast zostać całkowicie wydalone z organizmu, odkładają się w łuskach skrzydeł jako produkt metabolizmu azotu, a przy okazji odbijają światło i nadają skrzydłom charakterystyczną jasną, białą lub żółtą, barwę. Często możemy spotkać się z określeniem, iż rolę barwników odpowiedzialnych za kolor skrzydeł u tych motyli pełnią pteryny. Jest to prawda, gdyż to właśnie z puryn powstają pteryny. Najsłynniejszą pteryną jest kwas foliowy, czyli witamina B9. To wyjątkowe zjawisko, gdyż w innych rodzinach, jak rusałkowate czy paziowate kolory powstają z tradycyjnych pigmentów. Głównie są to melaniny (kolor czarny, brązowy, ciemnobrunatny), karotenoidy (żółty, pomarańczowy, czerwony), a także barwy strukturalne (optyczne), dzięki którym podziwiamy np. opalizujący błękit.
W rodzaju Gonepteryx sklasyfikowano około 10–12 gatunków. Najbardziej znanym w Europie cytrynkiem jest oczywiście Gonepteryx rhamni (Latolistek cytrynek). Najbardziej zagrożonym gatunkiem jest z kolei Gonepteryx eversi, który występuje tylko na niektórych wyspach Archipelagu Kanaryjskiego. Populacja jest niewielka i narażona na zmiany środowiskowe oraz utratę siedlisk. Niektóre gatunki, jak np. Gonepteryx cleobule, mają mocniejsze zielonkawe odcienie, które są bardzo atrakcyjne wizualnie. Osobiście za najbardziej ikonicznego motyla z rodziny bielinkowatych, który może nawiązywać wyglądem do cytrynków, lecz należy do rodzaju Phoebis, uważam Phoebis avellaneda. Endemit Kuby, obecny w miejscowej kulturze, którego wizerunek zdobi nawet kilka kubańskich edycji znaczków pocztowych! Kolor jego żółto – pomarańczowych skrzydeł trudno porównać do czegokolwiek innego w naturze pod względem jaskrawości i nasycenia. Został nazwany na cześć hiszpańsko-kubańskiej pisarki Gertrudis Gómez de Avellaneda.
Warto również zwrócić uwagę na rodzaj Delias, to grupa ikonicznych wręcz motyli. Jeden z największych rodzajów w całej rodzinie Pieridae. Obejmuje między 250 a 300 gatunków. Większość z nich występuje w Azji Południowo-Wschodniej, Australii i Nowej Gwinei. To jeden z nielicznych rodzajów, u którego bardziej atrakcyjny jest spód skrzydeł. Charakterystyczne ubarwienie „Deliasów” obejmuje bowiem białą lub czarną górną stronę skrzydeł i bardzo kolorową dolną stronę (czerwoną, żółtą, pomarańczową). To ich cecha rozpoznawcza, która zachwyca entomologów na całym świecie.
Obserwując bielinki w różnych zakątkach świata z pewnością zwrócicie uwagę, że często masowo siadają na ziemi. To charakterystyczne zjawisko zwane „puddlingiem”. Samce siadają na wilgotnym podłożu, bogatym w związki mineralne. Tak pobierają niezbędne mikro i makro elementy, zwłaszcza sód, niezbędny przy rozmnażaniu. Zjawisko to jest spektakularne zwłaszcza w krajach tropikalnych. Warto zajrzeć do naszej zakładki „Pomost na Borneo”, w której opisujemy nie tylko zjawisko puddlingu, ale też prezentujemy je na zdjęciach TUTAJ!
Jak więc widzicie bielinkowate są dość zaskakująca rodziną. A już niedługo na nasze łąki i ogrody wylecą jej barwni przedstawiciele – zorzynek rzeżuchowiec i kilka gatunków szlaczkoni. Bądźcie czujni!








